7 grzechów głównych w biznesie: w pułapce zazdrości.

Zazdrość jest jednym ze szczególnie szkodliwych grzechów, który może prowadzić do tragicznych skutków. W sposób bezpośredni atakuje ona relacje międzyludzkie, zaczynając od zachwiania zdrowej relacji człowieka ze samym sobą. A jaki to ma wpływ na biznes? W jaki sposób zazdrość może zamanifestować swoją obecność w biznesie i pogorszyć jego skuteczność? Jak się bronić przed tym nieprzyjemnym uczuciem we współpracy z ludźmi? O tym w dzisiejszym artykule.

7 grzechów głównych w biznesie: zazdrość

Kierując się zazdrością ulegamy pokusie porównywania się z innymi, zamiast porównywać się ze sobą dnia wczorajszego.(Źródło obrazka: https://digest.bps.org.uk)

Zazdrość w biznesie: odsłona pierwsza [konkurencja]

„Gdybym tak mógł jakoś wystrzelić konkurencję na księżyc…na pewno zabierają mi część klientów, na pewno kupują po niższych cenach, mają lepszą lokalizację…” Brzmi znajomo? Pewnie tak. Jestem przekonany, że w swoim życiu już doświadczyłeś tego typu podejścia w biznesie.

Koncentracja na konkurencji nie jest najlepszym pomysłem – szczególnie gdy towarzyszy jej zazdrość, która z czasem może przerodzić się we frustrację lub wręcz gniew. W mentalności wielu Polaków wciąż zakorzenione jest postrzeganie konkurencji przez pryzmat wroga, zazdroszczenie konkurentom określonych (realnych lub wyimaginowanych) cech, trwonienie energii na walkę – zazwyczaj poprzez wojnę cenową, która prędzej czy później prowadzi do radykalnego spadku rentowności biznesu. Zazdroszczenie konkurencji jest z góry skazane na niepowodzenie, ponieważ przysporzy Ci co najwyżej więcej siwych włosów na głowie, wrzodów na żołądku i, koniec końców, lżejszy portfel.

Ok, to jak mam postrzegać swoich konkurentów?

Może po prostu napiszę, jak ja to robię. W swojej branży doradztwa biznesowego mam sporą konkurencję. Co więcej, z tego co obserwuję branża ta wydaje się rozwijać, a liczba doradców wzrastać, więc i potencjalnej konkurencji przybywa. Mógłbym się tym przejmować, ale tak naprawdę…konkurencja nie ma dla mnie większego znaczenia. Po pierwsze dlatego, że mam określoną grupę docelową, której chcę służyć i to na niej się koncentruję. To nie konkurencja ma dla mnie znaczenie, lecz skuteczność w rozwiązywaniu problemów moich klientów. Chcę Ci przez to powiedzieć: zamiast przeznaczać energię na przejmowanie się konkurentami, przeznacz tę samą energię na skuteczniejsze rozwiązanie problemów Twoich obecnych klientów. Na owoce nie będziesz musiał długo czekać.

Drugi powód, dla którego konkurencja nie ma dla mnie znaczenia jest prozaiczny: działam z poziomu misji, a nie zysku. Innymi słowy – każdy (nawet tzw. „konkurent”), kto wpisuje się w moją misję zmieniania tego świata na lepsze, jest moim partnerem, a każdy, kto się nie wpisuje, leży poza moim obszarem zainteresowania. To sprawia, że mogę innych postrzegać raczej jak potencjalnych partnerów do współpracy lub nie, ale nie patrzę na nich przez pryzmat konkurencji. Jaka z tego wskazówka dla Ciebie? Wznieś się ponad poziom materialny w swojej pracy i spróbuj dostrzec element czegoś znacznie większego w tym co robisz. Zastanów się co chcesz wnieść do świata i nie szukaj wrogów, z którymi „musisz walczyć”, ale partnerów, którzy idą w tym samym kierunku co Ty. Wtedy nie tylko będziesz czuł większy spokój wewnętrzny, ale również odpalisz w sobie wielkie zasoby kreatywności.

Czas na trzeci powód, dla którego lubię konkurencję. Dzięki niej po prostu…mogę się uczyć! Dokładnie tak. Jeżeli w mojej branży ktoś przejawia ode mnie mniejsze kompetencje i skuteczność działania, to nie mam powodu do obaw. Z kolei jeżeli czuję, że w jakimś obszarze jego wiedza jest dla mnie czymś nowym i wartościowym, to traktuję taką osobę jak nauczyciela i staram się jak najwięcej chłonąć, integrując nową wiedzę ze swoim dotychczasowym doświadczeniem i umiejętnościami. To jest naprawdę potężna strategia, niesamowicie poszerzająca możliwości. Jeżeli teraz zapytasz mnie, jak możesz to wykorzystać w swojej branży, to powiem wprost: traktuj konkurentów jak nauczycieli, którzy wskazują Ci, co możesz robić lepiej. I bądź wdzięczny za to, że są, bo bez nich być może rozwijałbyś się o wiele wolniej, dając światu mniej.

Zazdrość w biznesie: odsłona druga [zarobki]

„Ech, jak ja zazdroszczę Maliniakowi zarobków…a niech go <cenzura>.”

Podczas swojej wieloletniej przygody z rodzinną przedsiębiorczością spotkałem się z różnymi postawami wśród współpracowników, a dzisiaj kolejne doświadczenia zbieram w firmach moich klientów. Rzeczą, która wciąż funkcjonuje w niektórych zespołach, jest porównywanie zarobków i zazdroszczenie, że „ktoś zarabia więcej ode mnie”. A co by się stało, gdyby…poziom zarobków innych ludzi nie miał dla Ciebie żadnego znaczenia? Co by się stało, gdyby najważniejsze były Twoje cele i Twoje szczęście życiowe? Co by się stało, gdyby na samym końcu nie było ważne to, co miałeś, ale to, czym się kierowałeś w życiu? Co by się stało, gdybyś zaczął ufać sobie i wierzył, że jesteś w stanie być taką wersją siebie, której teraz zazdrościsz innym?

Zazdrość w zarobkach może się pojawić jedynie u osób, które czują się „ofiarami” swojej pracy, uważając, że „zostali oszukani”, ponieważ ktoś zarabia więcej. Czy czujesz nonsens tego typu myślenia? Czy chcesz robić z siebie ofiarę lub otaczać się ludźmi, którzy robią z siebie ofiarę? Domyślam się, że nie chcesz. I słusznie.

Niezależnie od tego, czy jesteś przedsiębiorcą, czy pracujesz na etacie (tak naprawdę na etacie też jesteś przedsiębiorcą, ponieważ sprzedajesz swój czas), polecam Ci wyrzucenie do kosza zazdroszczenia komuś jego zarobków. W to miejsce możesz zastanowić się co mógłbyś jutro robić lepiej, aby ludzie widzieli większą wartość współpracy z Tobą. Jeżeli zrobisz krok naprzód w sposobie myślenia, to możesz być spokojny, że wszechświat na to odpowie, dając Ci to, czego w danej chwili najbardziej potrzebujesz.

Comments are closed.